Teraz coś mniej fantastycznego, a bardziej morderczego :3
Bardzo długo obserwowałam swoje zlecenie, było dopracowane z mistrzowską precyzją. Wszystko szło po mojej myśli i teraz stałam w salonie pięknej willi. Ciężkie, drewniane meble i gotyckie dekoracje. Wyrównałam fałdy krótkiej, zwiewnej, czarnej sukienki i założyłam za ucho wystający z koka kosmyk włosów. Zerknęłam w kierunku lustra. Jasna cera, czarne jak noc włosy, zgrabna sylwetka i jaskrawozielone oczy. Jestem "zabójczo" piękna. Parsknęłam śmiechem.
- Madame, przepraszam, że kazałem pani czekać.
Odwróciłam się, przede mną stał czterdziestoletni mężczyzna. Krótko przycięte, przyprószone siwizną włosy i biały garnitur. Uśmiechnęłam się czarująco.
- Nie musi pan przepraszać panie Stavens. Spędziłam tutaj miło czas, studiując zbiór pańskiej literatury. Jest naprawdę zachwycający, a zwłaszcza ten mówiący o handlu.
- Tak, ekonomia i handel, nie wiedziałem, że interesuję się tym pani...?
- Laurene... Bardzo mnie to interesuje, a zwłaszcza pańskie interesy z niejaką Margą Adams.
Mężczyzna przełkną głośno ślinę i poprawił nerwowym ruchem krawat. W tym samym czasie również zmarszczył nieznacznie czoło i jedna z wielu żyłek na nim, zaczęła drgać. Dla zwykłego człowieka było to niemal, niezauważalne, ale nie dla mnie...
- Tak... Margo Adams to niezwykle... Przemiła osoba. Ehm... Tak... I taka dobra... Bardzo dobra...
Wyjął nerwowym ruchem chusteczkę z kieszeni i otarł nią czoło. Już jest zdenerwowany, a nawet nie wie jeszcze kim jestem.
- Panie Stavens, sprawa pani Margo jak i każda inna, nie jest już dla pana istotna - powiedziałam z uśmiechem, podchodząc bliżej człowieka.
- Kim pani jest? Ja nie rozumiem, o co pani chodzi...
Ludzie są żałośni i tacy przewidywalni. Sięgnęłam do głowy i wyjęłam ze swej niemal idealnej fryzury dwie długie igły, podtrzymujące dotąd włosy. Obróciłam je bardzo wolno w palcach i skoczyłam do przodu wbijając jedną z nich w szyję mojej ofiary. Człowiek zachłysnął się własną krwią i osunął na podłogę zaskoczony. Żył jeszcze. Uklęknęłam przed nim, marszcząc z ironią brwi.
- Nie ładnie tak okłamywać panią Margo... Ona bardzo tego nie lubi, ale pozdrawia cie, John..
Z uśmiechem na ustach wbiłam drugą igłę między żebra. Ze stoickim spokojem patrzyłam mu w oczy, z których szybko ulatywało życie. Jego serce jeszcze ostatni raz drgnęło, zsunęłam pierścień z palca, umoczyłam go w krwi swojej ofiary i odcisnęłam krwawy stempel na czole mężczyzny. Krwawe jing-jang wykonane. Znak i przesłanie. Wstałam i rozejrzałam się wokoło.
- Pa pa John.
Podeszłam do okna i wyszłam przez nie na balkon, zeskoczyłam i skryłam się wśród nadciągającej i rozpościerającej się mgle. Robota wykonana.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz